czwartek, 11 sierpnia 2016

Ryba z zębami, ośmiornica - monstrum i miłe płaszczki - wizyta w prawdopodobnie najlepszym oceanarium świata, S.E.A. Aquarium w Singapurze


Singapur - miasto przyszłości. Można zobaczyć tu najwyższe wieżowce, najdroższe hotele, najczystsze ulice i najbardziej zadowolonych z życia ludzi. Jest jeszcze jedna naj rzecz. Największe oceanarium świata! I tą właśnie atrakcję postanowiłyśmy odwiedzić tegoż dnia. Plan zakładał - wstajemy rano, 9 najpóźniej, jedziemy na wyspę Sentosa, tam oglądamy akwarium i inne zabudowania, a potem jeszcze Little India, dzielnica arabska i parę pomniejszych zobowiązań. Prawie się udało... Niestety śpiąc w najtańszym hotelu, należy przygotować się na pewną niedogodność. Brak okna. Brak ten powoduje ustawiczną ciemność, także kiedy budzik dzwoni o dziewiątej, a Ty widzisz wokół siebie mrok i zło, myślisz - toż to środek nocy musi być i beztrosko śpisz dalej.

piątek, 5 sierpnia 2016

Pierwszy dzień w Singapurze - święte krowy, szaleństwa Chinatown, kawaii wieżowce i rozpusta, której nie było


W KOŃCU! W końcu możemy powiedzieć, koniec z chińskimi dziećmi! YAAAY! Katarzyna prawie umarła, robiąc dwa letnie obozy, czyli spędzając upojne dwa tygodnie po pięć godzin dziennie z naszymi małymi przyjaciółmi. Keczupowi natomiast tak się poszczęściło, że ostatniego dnia dostała całkiem gratis pięć godzin zastępstw, ach! Co za radość! Nic to, przeżyłyśmy ten ostatni tragiczny dzień (ostatnie dwie lekcje, ostatnia godzina, ostatnie 15 minut z dziećmi, DASZ RADĘ!) i jeszcze tego samego dnia w nocy podrałowałyśmy na lotnisko w naszym Głandzo. Nie obyło się bez drobnych problemów, jak przewalenie całego mieszkania w poszukiwaniu paszportu Keczupasa oraz kantoński pan drący się na cały autobus, ale NIC TO! Lecimy do Johor Bharu, czyli miasta na samiuśkim południu Malezji. Dlaczego tam? Proste, tam już prawie Singapur!