Na naszym blogasiu zrobiło się ostatnio dość LOLYCKO, ale już w piątek wylatujemy do Malezji, więc skończą się ładne ubrania, a zacznie prawdziwa bakpakerka. Będziem się odziewać w szmaty, chodzić od rana do nocy zlane potem i spać we wstrętnych norach wraz z karaczanami. Jeśli interesują Was tego typu atrakcje, to już niebawem! Zostańcie więc z nami<3
Na razie kolejna relacja z wydarzenia wręcz kulturalnego.
Jako, że wiza biznesowa wymaga wyjeżdżania z Chin przynajmniej raz na 2 miesiące postanowiłyśmy udać się na ZAGRANICZNE WOJAŻE. Niebawem nasz szalony wyjazd wakacyjny, więc na dalekie zagranice nie było czasu ni PINIĘDZY, padło po raz kolejny na Hongkong. Nie jest to opcja najbardziej leniwa jako, że można też udać się autobusem do Zhuhai, przekroczyć granicę, zaczerpnąć powietrza po stronie Macau, a później wrócić sprytniutko do Chińskiej Macierzy, tak więc wykazałyśmy się odrobiną wysiłku.
Tak oto wygląda granica CHRL i Hongkongu. Tak, tak, wiemy: Na granicy nie można robić zdjęć.





