wtorek, 3 lutego 2015

Kierowca opętany przez Dżinna! Spotkanie z lolitami z Hong Kongu i o tym, jak wywieźli nas na Sai Kung

Na naszym blogasiu zrobiło się ostatnio dość LOLYCKO, ale już w piątek wylatujemy do Malezji, więc  skończą się ładne ubrania, a zacznie prawdziwa bakpakerka. Będziem się odziewać w szmaty, chodzić od rana do nocy zlane potem i spać we wstrętnych norach wraz z karaczanami. Jeśli interesują Was tego typu atrakcje, to już niebawem! Zostańcie więc z nami<3

Na razie kolejna relacja z wydarzenia wręcz kulturalnego.

Jako, że wiza biznesowa wymaga wyjeżdżania z Chin przynajmniej raz na 2 miesiące postanowiłyśmy udać się na ZAGRANICZNE WOJAŻE. Niebawem nasz szalony wyjazd wakacyjny, więc na dalekie zagranice nie było czasu ni PINIĘDZY, padło po raz kolejny na Hongkong. Nie jest to opcja najbardziej leniwa jako, że można też udać się autobusem do Zhuhai, przekroczyć granicę, zaczerpnąć powietrza po stronie Macau, a później wrócić sprytniutko do Chińskiej Macierzy, tak więc wykazałyśmy się odrobiną wysiłku.



Tak oto wygląda granica CHRL i Hongkongu. Tak, tak, wiemy: Na granicy nie można robić zdjęć.

poniedziałek, 26 stycznia 2015

My i "Zacieki", czyli hipsterstwo po chińsku i jak się rodzi Awangardu




Niedawno podjęłyśmy poważną życiową decyzję: z pięknego apartamentu na 40 piętrze z widokiem na rzekę, niestety na zadupiu, przeprowadziłyśmy się do nory. Nory, ale w centrum! Umotywowałyśmy to chęcią wychodzenia z domu... Tak, na nasze SaBoi nawet taksówki nie chcą jeździć, co skutecznie przykuło nas do barłogów. Nie, żeby nam to jakoś przeszkadzało...

poniedziałek, 19 stycznia 2015

PARTY ROKU! Jak się bawią chińskie lolity i co jedzą na obiad, czyli Tea Party w Kantonie


HAHA! Kolejny wielki powrót na blogaska! Tym razem okazja nie byle jaka, bo uczestniczyłyśmy w wielkim chińskim spędzie lolit zwanym TEA PARTY! <3
A skąd my się tam więły i w ogóle o co chodzi?!
Ano tak to się w życiu złożyło, że sukienki wiszą smutne i samotnie w szafie i nawet nie ma, gdzie się lansować (nie, dzieci w przedszkolu się nie liczą, bo nie wiedzą, co to AP), a wokół ZERO lolit. CO ROBIĆ?! Aż tu nagle odkryłyśmy, że właścicielka jednej z lolicich firm mówi PO ANGIELSKU! Zaraz zaczęłyśmy jej mendzić, że nie mamy przyjaciół, sukienki smutne i w ogóle nędza... A ona nie tylko nas nie wyśmiała, a jeszcze zaprosiła na takie oto PARTY odbywające się w naszym mieście Guangzhou (Kantonie). Co więcej wkręciła nas na nie na nielegalu jako staff swojego sklepu (albowiem wejściówki oczywiście wyprzedały się w 5 sekund).
Party organizowane było przez Gothic Lolita Union of China (chwytliwa nazwa skrótowa GLUC) - stowarzyszenie chińskich lolicich firm, zatem należało odziać się w rzeczy z Taobao <3

wtorek, 6 maja 2014

Oppa gangnam staj! Raut część druga - idziemy na chińskie karaoke!

Po wielu namowach i wielu godzinach uzgodnień i udręki nastąpiła... tak tak - klasowa integracja! Na takową wybrało się dzieci 10. Słownie: dziesięć. Nadmienić należy, że 2 osoby są spoza owej klasy. I tak właśnie wygląda życie towarzyskie na poziomie, na którym większość to Azjaci i rozmawiać ze sobą można tylko po chińsku (nie, żeby był to nasz wybór dobrowolny...). Pozostała część 30, chyba, osobowej klasy w owym czasie zajmowała się nauką w SUSHE (akademiku, a jakże). 
Tak więc klasa Keczupa udała się do KTV! 

A oto wielce żałosne pamiątkowe foto z owej wypray. Uśmiechy na twarzach wszystkich dzieci!

niedziela, 4 maja 2014

Pajdziom na bazar! Jak wygląda chiński targ? Świeża świnina i wielki ogór, wspaniałe ceny!

Miało być o KTV, ale mogłoby to wypaczyć obraz naszego życia. Tak naprawdę jesteśmy żebrakami. W każdym kraju, do którego się udawałyśmy z hasłem: "Będziem żyć jak królowie!", bardzo szybko zamieniało się ono w: "Mieli żyć jak królowie, a wyszło jak zawsze." Czy to Czeska Republika, czy to podróże po Europie Zachodniej (no dobra, tu nie mieli żyć jak królowie, a wg diety euro), czy też Mateczka Ukraina... Wszędzie zawsze było tak samo. Niczego poprzednimi doświadczeniami nienauczone, do Chin pojechałyśmy z nadzieją. Oczywiście jak zawsze nie mamy pieniędzy i  żywim się nie w luksusowych restauracjach (gdzie można skosztować nogi krokodyla lub żółwia w sosie własnym), a w swojskim Karfie i na lokalnym targu.

środa, 30 kwietnia 2014

Różniste rauty - część pierwsza. Hipsterska mejscówka w Guangzhou, gdzie oglądamy sztukę.

- Musimy kiedyś napisać kosmetykową notkę na blogasia! - rzekła Kaha siedząc ze swoją ryżową maseczką na ryju.
- Pani to już 2 tygodnie temu miała notkę napisać! - odpowiedział Keczup z dziwacznie pieniącym się czymś na twarzy- Nasz blogaś i tak jest skończony! - ciężko określić, czy bomblowanie to naturalna funkcja owej maseczki, czy też przejaw narastającej irytacji
- Już piszę.... - Katarzyna już chciała opowiedzieć o topiących się na jej twarzy pachnących grudeczkach, ale patrząc na gromki wzrok Karola wiedziała, że nie znajdzie zrozumienia...

Dużo wykrzykników na początku. Pisanie bloga to dość kontrowersyjny temat - ma bowiem on wiele pozytywnych i negatywnych stron. Pomimo wielkiej chęci pisania, jak również wielu postanowień poprawy, wszystko zawsze kończy się tak samo. Katarzyna bowiem nigdy nie wywiązuje się ze swojego obowiązku, gdyż woli trwonić czas na OGLĄDANIE SUKIENEK, bądź też regularne czytanie tematu: "co dziś zdenerwowało gotki". Obiecała jednak złożenie samokrytyki, tak więc ostatecznie żelazna ręka Keczupa zezwoliła na powrót na łono partii. 

Takoż więc... opowiemy Wam, co tam ostatnio porabiałyśmy!

Chyba Wam jeszcze nie wspominałyśmy, ale pod koniec lutego naszą kantońską Polonię zasiliły kolejne dwie osoby. Troszkę u nas pomieszkiwali, a gdy postanowili się wyprowadzić... przenieśli się 2 bloki dalej. Tak więc, o ile nasza szkoła, a ich praca pozwala, możemy się dość często spotykać, jak również wspólnie udawać na mniej lub bardziej intelektualne lansy. 

Pewnego dnia nasz nieoceniony przyjaciel Pan Konsul Witold, zaprosił nas na wystawę organizowaną przez jego placówkę. Konsulatowe imprezy są zazwyczaj dość czerstw... znaczy się poważne, jednak są dobrą okazją do zapoznania ciekawych ludzi, czy też najzwyczajniej w świecie, można sobie smacznie podjeść. Owe argumenty, szczególnie ten ostatni - ryż z kurczakiem każdego dnia troszkę doskwiera nam jednak, skutecznie przełamały wszelkie opory.

Tym sposobem, wraz z naszymi znajomymi, odwiedziłyśmy wystawę dotyczącą Michała Boyma, polskiego misjonarza, który to jako pierwszy tak wspaniale opisał Chiny i zostawił po sobie wiele map etc. Gdyby ktoś był zainteresowany to podsyłamy link do opisu (proszę zauważyć, że Katarzyna została twarzą polskiej inteligencji!): TUTAJ WIECEJ O SAMEJ WYSTAWIE

O samej wystawie można by pisać wiele, jednak nie jest to przeintelektualizowany blogasek hipserski. Nie takiej nudy też od nas oczekujecie... Z resztą same byśmy nie zdzierżyły pisania o tym... tak więc mega skrót zdjęciowy z antropologicznym komentarzem!


poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Czarne świnki i jak burgery, czyli wycieczka pełna przygód!

 Tryumfalny powrót blogasia!

Ostatnia nasza notka niestety objawiła się milion lat temu, ale postanowiłyśmy prowadzić teraz bloga jak prawdziwi SŁUŻBIŚCI! W tenże sposób mamy też zamiar chodzić do szkoły, uczyć się i pracować, a co!

Na początek warto wspomnieć, że skończyła się wspaniała miesięczna przerwa tzw. ferie zimowe i zaczął nowy semestr... ECH, zarówno Katarzyna jak i Keczup Karol okazali się studentami nad wyraz wybitnymi i z poziomu drugiego awansem przedostały się na poziom czwarty. Czym to skutkuje? Ano tak:
- 80% do 90% procent klasy stanowią Azjaci, którzy...
a) noszą do szkoły wielkie WALIZY z książkami i pomocami szkolnymi
b) zaopatrzeni są w czerwony długopis, którym szybciutko poprawiają błędy przy sprawdzaniu zadań, co więcej podkreślają też znaki, których nie znają!
c) z małymi wyjątkami wiedzą WSZYSTKO i ZAWSZE
d) uczyli się chińskiego w swojej Korełe/Wietnamie/Tajlandii/Japonii już 2 czy 3 lata, więc teraz wprowadzają inne dzieci w stan permanentnego stresu i poczucia nieuctwa T__T
- skromne 2 godzinki dziennie na odrobienie zadań i powtórzenie materiału już nie wystarczają... co więcej nie wystarcza też godzin 4, 6, a nawet 8!
- Katarzyna ma najbardziej na świecie zatwardziałego wroga - pana od mówienia, który zwyczajnie się na nią UWZIĄŁ!
- na zajęciach ze słuchania równie dobrze mogliby mówić językiem mongolskim
- a codziennie przybywa MILION nowych znaków do wykucia!!!! NIEEEEEEEEEE!

A taką oto szkolną bramę codziennie przekracza Karol Keczup, rozmyślając nad swoim ciężkim losem... TFU! znaczy nieuctwem!