poniedziałek, 17 kwietnia 2017

Czy Chińczycy naprawdę jedzą psy? Najpopularniejsze pytania o Chińczyków.


Chiny mają w naszym kraju nieco dziwną sławę. Z jednej strony krzyczy się o chińskim cudzie gospodarczym, szklanych domach i wszystkich ludziach świata zadłużonych u Chińczyków. Chcesz mieć przyszłość? Ucz się chińskiego i koniecznie zapisz potomstwo do przedszkola z chińskim! Z drugiej strony wciąż pokutuje obraz biednego Chińczyka robiącego w fabryce za miskę ryżu, z spiczastej czapeczce, z jednym dzieckiem i w podrobionych klapkach Abibas. I dlatego właśnie dziś zapragnęłyśmy przekazać Wam w kilku krótkich słowach odpowiedzi na bodaj najczęściej pojawiające się pytania dotyczące Chińczyków. Zatem... jacy są Chińczycy?



1. Czy Chińczycy obchodzą Wielkanoc i Boże Narodzenie?

Tak, obchodzą. Tak samo, jak obchodzą doroczne Święto Zakupów na 11 listopada, Halloween czy Walentynki. Czyli jak? No jak, kupując i jedząc! Ozdabiając miasto okolicznościowymi dekoracjami, które lubią potem powisieć cały rok. Wydając kosmiczne ilości pieniędzy. Kupując prezenty! Przebierając się w stosowne stroje (zajączka, jaja czy Mikołaja). Zapisując dzieci na świąteczne atrakcje w szkołach językowych, koniecznie prowadzone przed białego nauczyciela w stosownym stroju (Keczup kiedyś tańcowała na scenie w czapeczce Mikołaja wraz z Myszką Miki i Królikiem Bugsem). No i... tyle. Nie stoi za tym żadna religijność ani duchowość.


Na Taobao tradycyjnie wszystko jest



Podobno niektórzy Chińczycy wyznają jakąś religię. Podobno część jest buddystami czy wyznawcami konfucjanizmu i chodzi nawet czasami do świątyni. Podobno jest nawet z sześć milionów katolików. Nawet Chinka, z którą kiedyś mieszkałyśmy, określała się jako chrześcijanka (jakiego obrządku tego już nie wiedziała, nie wiedziała też, że w Bożym Narodzeniu chodzi o urodzenie się małego Jezuska). Prawda jest taka, że zdecydowana większość Chińczyków ma religię w głębokim poważaniu i na pytanie "jakiego jesteś wyznania?" odpowie "eeeeee....". Co więcej, w każdym kontrakcie nauczycielskim był zapisany zakaz mówienia o religii, więc w Wielkanoc wesoło taczaliśmy jajca, ale ani mru mru o żadnym tam zmartwychwstaniu. Podsumowując, zachodnie święta są atrakcyjne, bo nakręcają konsumpcję! Genialne zagranie marketingowe.

http://www.chinaskinny.com/blog/christmas-in-china-the-skinny/


2. Czy Chińczycy jedzą ryż na każdy posiłek?

Noooo, tak jakby... NIE. Wiemy, ryżyk pyszniutki jest i bialutki, dostępny w wielu odmianach i po taniości. Mimo to, nie wszyscy Chińczycy poważają ryż! Na początek bierzemy mapę Chin i lokalizujemy rzekę Jangcy. Nie będzie to trudne, bo przepływa przez praktycznie całe Chiny mniej więc w połowie, wyznaczając północ i południe. I teraz uwaga, ryż poważa się i uważa za największe dobro na południu. A na północy co? Makaron i kluchy! Nie oznacza to oczywiście, że w naszym Guangzhou (samiuśkie południe) ryż obowiązuje na każdy posiłek, a jak nie lubisz ryżu GIŃ.


Na śniadanie porządny Chińczyk zajada owsiankę, bardziej przypominającą paskudny kleik. Zagryza to youtiao, czyli takim podłużnym racuchem smażonym w głębokim tłuszczu, względnie słodką, puszystą bułeczką o uroczej nazwie Yummy Bun. Powodzeniem zawsze i wszędzie cieszą się również baozi (kluski gotowane na parze z różnistym nadzieniem) oraz jiaozi (chińskie pierogi). W Kantonie wszyscy szaleją za dim sum, które to są lekkimi przekąskami typu pierożki, kluski, lotosowe gluty, kuleczki z ryby czy krewetek, do wyboru do koloru. Nie będziemy oszukiwać, ryżu jest dużo i dostaje się go jakoby w gratisie. Zamawiasz jakieś danie, a gratis czy za dwa juańce dostajesz pół kilo ryżu, którego większość się zostawia! Tak, Chińczyk, co za miskę ryżu żyje, wyrzuca swój jedyny posiłek! W głowach się poprzewracało! A nawet gorzej, Katarzyna miała w przedszkolu dzieci, które... nie lubiły ryżu! Olaboga, co za młodzież, co za pokolenie!

Śniadaniowa klasyka - kleik i youtiao. Youtiao w ofercie śniadaniowej serwowały wszelkie fastfoody!

https://www.thespruce.com/traditional-chinese-breakfast-694158

Kantońskie dim sum (dobre były, szczególnie świniaki!)



3. Czy Chińczycy mówią po angielsku?

Nie, nie i jeszcze raz nie. Nie mówią! Wybierasz się do Chin? Naucz się kilku zwrotów i liczb po chińsku, weź rozmówki, ściągnij sobie tłumacza na telefon i zdaj się na swoje umiejętności aktorskie. Chińczycy nie tylko nie rozumieją pytań o drogę, prób kupno biletu czy próśb o hasło do wifi. Oni nie znają słów typu hotel, internet, taxi czy hamburger. Co więcej, nie wiedzą też, czym jest McDonald's, Sprite, email czy Bank of China! A dlaczego? Bo na to wszystko mają swoje własne chińskie nazwy! Serio, McDonald's to na przykład Maidanglao (麦当劳) i nawet, jeśli na każdej restauracji i na każdym papierku po hamburgerze widnieją wielkie napisy McDonald's to Chińczyk nie znający angielskiego i tak nie wie, co to. Keczup miała kiedyś przygotować dzieciom lekcję o napojach ze słówkami typu woda, herbata, sok, mleko i... Coca-Cola, Sprite, Fanta, 7 Up.
- Dobra dzieci, co to jest? - pytała, pokazując butelkę po coli.
- Kekou kele! - krzyczały radośnie pewne, że wiedzą.
- Nie! Coca-Cola! A jeszcze lepiej Coke!
Na ich twarzach malował się autentyczny szok. A czekał nas jeszcze Sprite (Xuebi), Fanta (Fenda) i 7 up (Qixi)... 

Reklama Coli w Chinach

http://www.rayivey.com/wordpress/2007/06/

Oczywiście może się zdarzyć, że widząc Wasze zagubienie, jakiś światowy Chińczyk postanowi Wam pomóc. Ktoś w końcu pracuje w edukacji, jest agentem nauczycieli angielskiego czy też robi w zagranicznym korpo. Nawet kilkoro naszych uczniów zdołało pojąć nieco angielski, w nich nadzieja! Niestety w turystycznych miejscówkach nie jest wcale jakoś specjalnie lepiej, bo nie są one nastawione na obcokrajowców, a na podróżujących Chińczyków.


4. Czy w Chinach je się psy?

Niestety tak. Jedzenie psiego mięsa wpisane jest w chińskie tradycje, ma przynosić siłę i działać rozgrzewająco (dlatego polecane jest szczególnie zimą). Oczywiście obecnie większość Chińczyków jest temu przeciwna i każdy, z którym rozmawiałyśmy, mówił o jedzeniu psów brzydkie rzeczy (aczkolwiek wspominał też, że dziadek/wujek jedli). W naszym Guangzhou widziałyśmy kilkukrotnie uliczne budy serwujące psy, gdzie obok krowy, kury i świni, był ten narysowany pies. Keczup jeździła kiedyś do pracy na tak zwaną świńską dzielnię (wstrętne budy, syf, smród, kilkuletnie brudne bose dzieci, slumsy, te sprawy, a pośród tego międzynarodowe ekskluzywne przedszkole). Tam to tuż obok metra zlokalizowane były wyjątkowo parszywe uliczne budy, a z zaplecza czasami dobiegało szczekanie psów. Keczup domyślała się, o co się rozchodzi, lecz jej przeczucia potwierdziły się, gdy któregoś razu przed budą stanęła klatka wypełniona psami. Keczup już wyciągała telefon, by zrobić zdjęcie, lecz z budy wybiegł człowiek, zaczął krzyczeć i machać rękoma, więc uciekła. To wydarzenie nią wstrząsnęło i na jakiś czas została weganką.

http://www.petsionary.com/2017/01/sorry-sad-dog/

Co roku w czerwcu odbywa się wielce kontrowersyjny Festiwal Psiego Mięsa w Yulin, gdzie zabijanych jest koło dziesięciu tysięcy psów, często bardzo drastycznymi sposobami. Psy bywają też kradzione właścicielom i wiezione w klatkach na miejsce, bo skąd ich nagle tyle wziąć? Cały świat i Chińczycy protestują, ale rząd i władze prowincji niespecjalnie się przejmują. Ciekawym świata polecamy ten krótki artykulik (po angielsku).


5. Czy Chińczycy są niscy?

To zależy, co rozumiemy pod pojęciem niski. Mieszkałyśmy na samym południu Chin, w Kantonie tuż obok Hong Kongu, a Chińczycy z południa są niżsi od tych z północy. Z naszych obserwacji wynika, że przeciętny chiński mężczyzna jest mniej więcej wzrostu Keczupa (170 cm), a przeciętna chińska kobieta wzrostu Katarzyny (163 cm). Oczywiście zdarzają się i ludzie, którzy ledwo mieszczą się w metrze i maleńkie Chinki po 150 cm. Starsi ludzie są rzeczywiście niscy z powodu czasów, w których przyszło im żyć (głód i kraj rozdupiony przez towarzysza Mao), natomiast nasi uczniowie... Powiemy tak, chłopcy w podstawówce bywali wyżsi od Keczupa.

Według najnowszych doniesień z 2016 roku średni wzrost chińskiego mężczyzny to 172 cm, a kobiety 160 cm. Czy to mało? W porównaniu z polską ulicą pewnie mało, w porównaniu z Europą Zachodnią pewnie bardzo mało, ale czy znowuż aż tak strasznie? W każdym razie wyobrażeniom o miniaturowych Chińczykach w śmiesznych czapeczkach na polach ryżowych mówimy nie.

Ciekawostka - najwyższy Chińczyk świata, Bao Xishun, mierzy 236 cm (na zdjęciu z żoną)!


I to już wszystkie pytania na dziś! Oczywiście wiadomo, że nie wszyscy wpisują się w obraz typowego Chińczyka, ba! Zdarzają się i wysocy, władający biegłym angielskim pobożni katolicy! Jeśli macie więcej pytań, śmiało zadawajcie je w kometarzach, na Facebooku lub wysyłajcie maile! Kto wie, może stworzymy kolejny wpis z cyklu FAKTY I MITY.

Trzymajcie się ciepło! Smacznego jajeczka i baranka z cukru! XOXO.

19 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Wszyscy myślą, że ze świniną, ale nie :). Z takim kremem budyniowym, bardzo dobre.

      Usuń
  2. Bardzo fajny wpis, zdziwiło mnie, że są odpowiedniki nazw Fanty albo Sprite'a ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Są odpowiedniki WSZYSTKIEGO. Napiszemy o tym osobny post, bo to wielka zabawa!

      Usuń
  3. Chiny mnie fascynują. Z jednej strony bardzo chciałabym tam pojechać, z drugiej mam jakąś niezwerbalizowaną obawę ;)
    Dzięki za te informacje, wiele rzeczy wydawało mi się innymi niż są ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo Chiny są fascynujące! Tylko po czasie silnie męczące. I bardzo trudne, jeśli chodzi o podróżowanie :(

      Usuń
  4. Świetny wpis! Byłam w szoku jak przeczytałam fragment o tym, że większość Chińczyków nie zna angielskiego! I to zdjęcie z reklamą Coli też mnie zadziwiło. Ogólnie to bardzo ciekawie się to wszystko czytało ;) Jestem jak najbardziej za, żeby było więcej wpisów typu "FAKTY I MITY" :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uważają oni, że chiński to język uniwersalny i w przeciwieństwie do angielskiego BARDZO ŁATWY.
      Dziękujemy bardzo za miłe słowa i obiecujemy więcej takich wpisów, bo jeszcze wiele mitów trzeba obalić!

      Usuń
  5. Bardzo ciekawy post! Serio wierzyłam w kilka mitów ;)
    A Ty mieszkasz w Chinach czy wyjechałaś na jakiś czas tylko?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzeba rozwiewać mity! Dziękujemy bardzo.

      Mieszkałyśmy w Chinach przez 3 lata, więc trochę doświadczenia się uzbierało :)

      Usuń
  6. Super wpis ☺ Warto było poszerzyć swoją wiedzę o tym kraju ☺

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszymy, że możemy rozwiać troszkę stereotypów:)

      Usuń
  7. Punkt 4 dla mnie jest nie do przejscia ;( i dlatego mnie ta kultura w ogole nie 'ciągnie'

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest straszna sprawa. Kilka osób probowało nam wmówić, że psów już się nie je i że to wroga propaganda, ale niestety to najprawdziwsza prawda... :(

      Usuń
  8. Świetny post, ubawiłaś mnie trochę. Ale tak to już jest - różnice kulturowe czasami są nie do przekroczenia.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ale mnie zaskoczyłaś niektórymi ciekawostkami! Zwłaszcza z tymi "ichniejszymi" nazwami. Zjadanie psów jakoś mnie nie szokuje, ot taka kultura zupełnie odmienna od naszej. Tak samo nasze zjadanie krów oburza pewnie wierzących mieszkanów Indii.

    OdpowiedzUsuń
  10. Jednak jedzenie psów najbardziej mnie poruszyło, mimo odmienności kulturowych. DCz

    OdpowiedzUsuń
  11. Chyba bym się rozbeczała i rzuciła na ratunek tym psom. Chociaż wiem, że w naszym kręgu kulturowym jada się głównie inne zwierzęta, to gdybym wiedziała, że właśnie idą na rzeź, to reakcja byłaby identyczna.

    OdpowiedzUsuń