niedziela, 3 grudnia 2017

Z wizytą w chińskim supermarkecie, czyli marketing na wesoło



Chińczycy to ludzie wybitnie przedsiębiorczy, a handel mają we krwi, to prawda. Sprytna budka z jedzeniem pod blokiem, stragan z melonem na patyku na szkolnym kampusie, czy pani sprzedająca parasolki w deszczowy dzień tuż obok stacji metra, pomysłów na biznes jest bez liku! Dziś zostawiamy jednak drobny handelek i przenosimy się ku hali supermarketu czy innego poważnego sklepu. Jak skłonić Chińczyka, by kupił masę towaru? Jak wyglądają promocje? Czy się opłaca? Zapraszamy do magicznej krainy chińskiego marketingu!


Zdradzimy, że do napisania tej notki zainspirowały nas doniesienia o ogromnych kwotach juanów przepuszczonych przez Chińczyków z okazji Święta Singli (czym jest to święto pisałyśmy tutaj). Sporo ludzi dziwiło się, po co oni tyle kupują? Czy są szaleni? Ha, musicie wiedzieć, że porządny Chińczyk nieograniczoną konsumpcję ma we krwi, a życiem jego rządzi głównie jedzenie oraz kupowanie. Jeść lubi każdy, ale na co tyle kupować, zapytacie. Otóż przeciętny Chińczyk jest mało odporny na rozliczne zabiegi marketingowe, namawiające go do wydawania każdego jednego juana. Przyznamy, że same byłyśmy pod wrażeniem sprytnych chińskich sztuczek marketingowych. Nie przedłużając, przejdźmy do meritum. 

Oto najciekawsze przykłady marketingu w chińskim stylu!


1. Wynajmijmy klaskaczy

To wspaniałe rozwiązanie, które przy pomocy miłego dla ucha hałasu (serio, Chińczycy uwielbiają, jak jest głośno i gwarno!) od razu ściągnie kupujących do naszego sklepu. W tym celu obok wejścia wystawia się jednego, dwóch lub kilku pracowników, których zadaniem jest radośnie się uśmiechać i klaskać. Czasami dodatkowo pokrzykują słowa reklamujące dany przybytek i zapraszają do wejścia. Gdy po godzinie ciągłego klaskania zmęczą się ręce, można zastosować specjalną klaszczącą plastikową łapę. Taką łapę można kupić w każdym sklepie z badziewem, na targu i na Taobao za grosze, znaczy popyt jest!

Aliexpress.com

Musimy niestety przyznać, że klaskacze wywoływali w nas wielką agresję i zawsze patrzyłyśmy na nich z jawną pogardą. Zazwyczaj bez rezultatu, ale odniosłyśmy jeden mały sukces, bo klaskacze zlokalizowani obok często przez nas odwiedzanego marketu zapamiętali nas i na nasz widok... zaprzestawali tej praktyki. To piękne! Chińczykom natomiast klaskanie zdawało się nie przeszkadzać, a wręcz działało zachęcająco. Ta metoda naprawdę działała!


2. Przestawmy towar

Ten sposób najczęściej wykorzystywano w supermarketach, a polegał on na regularnym przestawianiu różnych działów. Pamiętasz, że woda była dostępna w tej alejce zaraz za ryżem? No to klops, bo teraz jest tu dział żywności importowanej! Szukasz butelki baijiu, bo niebawem przyjeżdżają znajomi z Polski i chcesz, by poznali ten dar bogów (dlaczego nie należy tego pić i czym to się kończy, wyjaśniamy tutaj) ? Masz problem, bo cały dział alkoholi jest gdzieś, lecz nie wiadomo gdzie.

W naszym osiedlowym Karfurze średnio co dwa tygodnie część towaru była najzwyczajniej w świecie przestawiana i dawaj, szukaj od początku, a trzeba dodać, że chińskie supermarkety mają niemałą powierzchnię. Ten zabieg miał mieć pewnie na celu odkrywanie coraz to nowych towarów, a przez to i pokus, lecz w nas wywoływał jedynie okrutne wkurzenie. A czy działało? Przejdźmy do kolejnego punktu...

Hmmm... A to nie tu miało stać baijiu?

https://www.rbth.com/business/2017/04/12/how-made-in-russia-eco-food-can-win-chinese-consumers-over_740897


3. Wystawmy towar na środek

Na pewno kojarzycie specjalne wyspy na środku alejek, gdzie eksponowane są hity i promocje sezonu? W Chinach też były, tylko nie zawsze obejmowały promocje... Często ustawiano pewne rzeczy tylko dlatego, żeby je poprzestawiać, ot tak. Mózg Chińczyka działa tak - nie wiem, że czegoś potrzebuję, nim tego nie zobaczę. Przestawianie produktów i wystawianie coraz to nowych na środek to zatem świetny plan! Klient widzi, oooo co za wspaniały słodki napój gazowany, a kupię i już dzierży dwulitrową butlę do kasy. Odpowiedź na pytanie, czy działa brzmi - I TO JAK!

http://www.the-blockchain.com/2017/03/30/alibaba-tackle-counterfeit-food-china-blockchain/


4. Dodajmy gratis

To klasyczny sposób, na pewno znany wszystkim z Was. W Chinach jednak działał w sposób zupełnie oderwany od logiki. I tak, dajmy na to, do dwóch butelek Coli dodawało... plastikowy durszlak. Kupujesz soczek w kartoniku? Dorzucimy Ci chusteczki! A może potrzebujesz ogromnej butli szamponu i odżywki? Masz gratis wspaniały wózek na zakupy na kółkach (nie powiemy, ten wózek to kusił). Lekko starszawy jogurt dolepiony do kilku nowych też zejdzie, no przecież.

http://www.theodmgroup.com/giveaway-bowl-minute-maid/

Największym hitem był jednak pan odziany w dziwaczny kostium, który rozdawał żartobliwe baloniki dzieciom... ale tylko wtedy, gdy rodzic kupił szampon! Zdarzali się też biali ludzie w stroju klaunów robiący sobie zdjęcie z dzieckiem, gdy rodzice zapiszą je do szkoły językowej (i nie odbywało się to w rzeczonej szkole, lecz na środku centrum handlowego). Widać, są prace nawet gorsze niż bycie panią przedszkolanką...


5. Obniżmy cenę

Sposób znany i lubiany, w Chinach również pozbawiony logiki. Przeceniamy parówki z 15,43 juanów na 15,39! Albo jeszcze sprytniej, mrożone pierogi nie kosztują już 25,08, tylko 24,97. Hit, deal życia, należy wykupić wszystko.

Tak należy się zachowywać w obliczu promocji.


 http://www.ytcutv.com/html/twnews/sh/2017-02-23/559091.html

Tu jednak musimy przyznać, że zdarzały się i godziwe przeceny, szczególnie pod koniec dnia na dojrzałe owoce (Chińczycy z jakichś dziwnych względów wolą jeść niedojrzałe, więc można się tu było dobrze obłowić).


6. Wystawmy hostessy

Na pewno kojarzycie uśmiechnięte panie częstujące ciasteczkami, prawda? Zawsze miło jest, gdy ktoś się uśmiecha i daje nam ciasteczko... Niestety w Chinach panie hostessy wyposażone są w straszliwe narzędzie zgrozy, czyli miniaturowy głośnik, przy użyciu którego bardzo głośno i ochoczo zachwalają powierzony im towar. A żeby było weselej, pań takich stoi dziesięć w odległości metr jedna od drugiej. 
- Jabłka, pyszne jabłkaaaaa! Tylko 6 juanów na jin (znaczy pół kilo, taka chińska miara), bardzo tanio! Chodź, popatrz sobie! Piękne jabłkaaaaaa!
Olaboga, trzeba wiać do działu przecenionych owoców, których nikt nie zachwala.
- Wspaniały chleeeeeb! Biały, słodziutki, mięciutki, masz popatrz! Z posypką z suszonego mięsa, baaaaardzo smaczny!

http://adage.com/china/article/china-news/catching-the-eye-of-the-chinese-shopper/238657/

Gdy już uda się uciec od pań to jeszcze nie koniec tracenia słuchu, bowiem wszędzie rozlokowane są telewizorki nadające reklamy na cały regulator, często jedną w kółko PRZEZ CAŁY DZIEŃ. Koszmarem każdego obcokrajowca w Chinach jest straszliwa reklama, w której dziecko mówi cały czas coś, co brzmi jak mama isie mama isie. Serio, nie jesteśmy w stanie pojąć, jak można zachować zdrowie psychiczne pracując codziennie przez osiem godzin w takich hałasie, gdy nad uchem cały dzień leci Ci MAMA ISIE.


7. Wystawmy staczy

Kim taki tajemniczy stacz jest? Otóż ma on za zadanie stać przed sklepem i zapraszać klientów do wejścia. Rola trochę podobna do klaskaczy, ale stacz ten nie klaszcze, jeno stoi i najczęściej trzyma tablicę z reklamą. Skromne sklepy dysponują zaledwie jednym staczem, który smętnie kręci się przed wejściem, a poważne biznesy... o, tu możliwości są wręcz nieograniczone! Największy gest miały tu agencje nieruchomości, pod którymi kłębiły się dziesiątki ludzi z tabliczkami, a nieraz maszerowali po całym osiedlu albo wystawali pod stacją metra. 

https://www.cnbc.com/2014/01/18/chinas-red-hot-housing-market-shows-signs-of-easing.html

Mieszkałyśmy kiedyś na nowym osiedlu, gdzie większość mieszkań nie została jeszcze sprzedana, tam to się dopiero działo! Stacze łazili wszędzie (zamiast grzecznie stać) i zaczepiali każdego (nas również), namolnie namawiając na zakup lokum za kilka milionów juanów. Staruszek z wnuczkiem na placu zabaw? A co tam, może w przerwie kupią sobie mieszkanie!

Tamtejsi stacze byli tak zdesperowani, że stali na ulicy i wręcz rzucali się na samochody, a gdy zwalniały...
- Panie, kup pan mieszkanie!
Ich metody wkurzały absolutnie każdego. To aż szokujące, ale nawet Chińczycy wyspecjalizowali się tak, że całkowicie ich olewali. I dobrze, bo jakieś standardy trzeba mieć.


8. Wciśnijmy naszego Wechata

Wechat to chiński komunikator na komórę, który jest jednocześnie serwisem społecznościowym, platformą zakupową, kartą płatniczą i wieloma innymi rzeczami. Z punktu widzenia sprytnego marketingu najważniejsza jest tu możliwość śledzenia profili marek i sklepów, do którego to śledzenia należy zachęcić klienta. 

Nawet starszy pan, który miał budkę z plackami pod blokiem nalepił na nią QR kod do płacenia komórą i śledzenia swojego biznesu, taki to jest szał (czy przysyłał potem wiadomości o nowych rodzajach placków?). Co prawda, pan nie oferował za to darmowego placka, ale raz otrzymałyśmy gratisowe ośmiornicowe kuleczki takoyaki, magnes na lodówkę i niepowtarzalną możliwość zrobienia sobie zdjęcia z ich maskotką w zamian za sczytanie kodu. 

I takie biznesy korzystają z wechatowej technologii. Proszę jak się białasy cieszą!

http://www.chinadaily.com.cn/china/2017-05/11/content_29295024.htm

Niewątpliwych hitem była uliczna buda, która za sczytanie kodu jakiegoś biznesu wydawała dwa jajka i jedno jabłko. Jajka były nawet zgrabnie zapakowane w woreczek, od razu do wzięcia.



9. Stwórzmy piękną wystawę

Od lat wiadomo, że estetyczna ekspozycja towaru przyciąga kupujących. I owszem, w sklepach odzieżowych czy z wystrojem wnętrz wszystko prezentowało się normalnie, ale jesteśmy przecież w supermarkecie! A tu... no cóż, wyobraźnia bywa wręcz nieograniczona

Po pierwsze, zawsze ale to zawsze należało omijać dział mięsny. Nie tylko dlatego, że śmierdziało tam suszonymi potworami z morza, ale głównie dlatego, że wywieszono tam sprasowane suszone świńskie łby. Niestety, wyglądało to nawet ohydniej niż brzmi. Krokodyl rzucony do działu mrożonek również miał wielką moc przyciągania klientów, jak i czarna kura z rozpłatanym brzuchem. Jaja natomiast reklamował wypchany bażant, który wyglądał jak wyjęty ze śmietnika. Same cuda!

http://www.panoramio.com/photo/49344176


Jak Wam się podobają te sprytne sposoby na skłonienie klienta do zakupu WSZYSTKIEGO? Który z nich zadziałałby na Was? Widzieliście gdzieś naprawdę dziwaczne promocje? Dajcie znać, a my życzymy leniwej niedzieli. Baj baj :*.

21 komentarzy:

  1. Osłabiły mnie te chińskie promocje i chwyty marketingowe. Nie ma to jak Świeżaki z Biedronki!!!DCz

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świeżaki to najsprytniejszy zabieg marketingowy w historii świata, Chińczycy powinni je natychmiast przeszczepić na swój grunt!

      Usuń
    2. Nie wiadomo jak by się sprawdziło na ich rynku, bo to co opisałaś w tym wpisie ciężko pojąć :) oni działają zupełnie inaczej, najbardziej mnie rozbawił durszlak gratis do napoju

      Usuń
  2. Nie byłabym w stanie tam nic kupić - zawsze czuję się osaczona, jak ktoś mnie zaczepia i próbuje coś wcisnąć, automatycznie uciekam jak najdalej... Chybabym z głodu umarła w Chinach :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wierz nam, gdy nadchodził czas pójścia do supermarketu, robiło nam się słabo... Rozumiemy Twoje lęki :).

      Usuń
  3. Świetny i ciekawy wpis. Co rusz szczęka w dół podczas czytania 😊. Jak ja mało wiem o Chinach i Chińczykach.

    OdpowiedzUsuń
  4. Smutne jest to, że te oklepane chwyty wciąż na ludzi działają

    OdpowiedzUsuń
  5. Uwielbiam takie posty kulturowe! Sama ostatnio pisałam o ciekawostkach o Japonii ;) Chociaż muszę przyznać, że ten krokodyl w mrożonkach naprawdę mnie zaciekawił i jakbym miała okazję, to poszłabym na zakupy chociażby po to, żeby to zobaczyć.. :D Zazdroszczę! :)

    Btw - śliczny Instagram ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pięknie dziękujemy! <3

      Krokodyla widziałyśmy niestety tylko w kawałkach, a podobno zdarzał się i w całości, to dopiero szok. O Japonii? Hoho, pędzimy czytać :).

      Usuń
  6. zobaczyłam z chęcią Chiny i te supermarkety, bo ciekawostki są fajne, ale lubię mieszkać na moim końcu świata, gdzie jest cicho i spokojnie :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Piszecie o Chinach, a ja mam wrażenie że tym samym czytam o Tajwanie, Korei (zwłaszcza jeśli chodzi o przemysł kosmetyczny) i o Filipinach.
    Jakże to denerwujące i intrygujące tym samym ! :D

    OdpowiedzUsuń
  8. No tak trzeba cos wymyslec zeby biznes sie krecil 😂

    OdpowiedzUsuń
  9. Hahaha dobre i ilosc Hostess odpowiednia hahaha po jednej przy poleczce :*

    OdpowiedzUsuń
  10. Ciekawy wpis. Klaskacze by mnie nie zachęcili do wejścia do sklepu.

    OdpowiedzUsuń
  11. Chińczykom blisko do Polaków. My mamy świeżaki, oni mają super gratisy~

    OdpowiedzUsuń
  12. wróciłam tydzień temu z Chin, byłam w Karfurze robiłam zakupy z tą zmianą ciągłą towaru to prawda, mało tego ciągle się zmieniają ceny w jednym dniu dany produkt kosztuje 10 juanów a na drugi dzień 7 , a na trzeci dzień 5 juanów, trudno się połapać . Do jednego stoiska często 3 obsługujących , dla nas to szok bo w sklepie ze słodyczami na wagę potrafiło być 20 sprzedawców. Gdzie u nas by było 3 maksymalnie :) ciekawe doznanie

    OdpowiedzUsuń
  13. Rozbrajaj mnie te "pożal si boże promocje" :D Ale w Polsce też czasem się takie zdarzają ;D

    OdpowiedzUsuń
  14. Ciekawie się to przedstawia w Chinach;) najbardziej niedorzeczni są dla mnie chyba ci klaskacze ;D zapraszam do nas ;) http://www.beautyandmore.pl/

    OdpowiedzUsuń
  15. Mnie by chyba najbardziej do szału doprowadzały te panie rozstawione co metr i głośne reklamy. Wyjście do takiego supermarketu to musi być wyzwanie. Lekki absurd. :-P

    OdpowiedzUsuń
  16. Oj dział mięsny z pewnością bym omijała haha ;p nie dla mnie takie widoki :D Myślę, że klaskacze zdecydowanie nie moja bajka, wolę ciszę i spokój! :D

    OdpowiedzUsuń
  17. Super wpis, bardzo fajnie się czytało :) Nigdy w Chinach nie byłam, ale teraz wiem, żeby przed przyjazdem zabrać trochę jedzenia z domu :D Chociaż jeśli chodzi o to przestawianie produktów, to w Polsce też to stosują, ale zawsze chleb i woda/napoje powinny stać daleko od wejścia, żeby można było pozwiedzać inne półki po drodze. Słyszałam też, że w niektórych sklepach rozpylają zapach np. świeżego pieczywa, żeby klienci chętniej kupowali (chociaż w zasadzie teraz już prawie wszędzie jest piec, więc zapach po prostu jest). Akurat jestem w Hiszpanii, co najbardziej rzuciło mi się tutaj w oczy z takich trików, to te wyspy z produktami. Jest sporo takich wysepek "Wszystko za 1 euro" i ludzie znacznie chętniej wrzucają to do koszyka. Na szczęście nikt nie krzyczy :D

    OdpowiedzUsuń